Strumienica optyczna potrafi aż 6-krotnie wzmocnić Twoją lampę LED, podczas gdy na błysku marnuje 97% energii! Zobacz rygorystyczny test, pomiary i zdjęcia.
Każdy fotograf, który pojawił się w studio choć kilka razy – czy to na szkoleniu, czy podczas własnej sesji – na pewno miał do czynienia z modyfikatorem, jakim jest strumienica (często nazywana z angielskiego snootem). Choć w teorii to tylko prosty metalowy tubus, kryje on w sobie kilka niezwykle ciekawych niuansów technicznych.
Aby uprościć sprawę, na samym początku podzielmy strumienice na dwie główne kategorie: tradycyjne oraz optyczne.
STRUMIENICE TRADYCYJNE
To konstrukcje pozbawione jakiegokolwiek układu optycznego w środku. To najprostsza możliwa budowa tego modyfikatora: metalowy stożek zwężający się ku wylotowi, który mechanicznie ogranicza rozproszenie światła i mocno je ukierunkowuje. Co ważne, wewnętrzne ścianki takiego tubusu rzadko są gładkie – zazwyczaj mają karbowaną lub stopniowaną strukturę, która ma za zadanie odpowiednio załamywać i wygaszać odbijające się wewnątrz światło. W tej grupie kluczowe znaczenie ma wykończenie wnętrza, które dzieli tradycyjne snooty na dwa rodzaje:
- Srebrne wnętrze: Metaliczne, błyszczące wykończenie działa tutaj jak lustro. Światło odbija się od ścianek i jest kierowane do przodu. Daje to mocniejszy, bardziej skupiony, ale wciąż dość ostry strumień z wyraźnie zarysowanym, jasnym środkiem (tzw. hot-spotem).
- Czarne (matowe) wnętrze: Czarna farba ma za zadanie całkowicie pochłonąć promienie odbijające się od ścianek. Modyfikator przepuszcza wyłącznie te fotony, które lecą z palnika lampy idealnie na wprost. To bezapelacyjny król strat światła w tej grupie, ale w zamian oferuje najbardziej bezkompromisowy, kontrastowy strumień i głębokie, czarne cienie wokół plamy światła. Na jego końcu często instaluje się dodatkowo plaster miodu (grid), aby jeszcze bardziej „naprostować” i odfiltrować rozproszone wiązki.
STRUMIENICE OPTYCZNE
Osobną kategorią są strumienice optyczne (projekcyjne). To już znacznie bardziej zaawansowane technicznie modyfikatory, które – choć stopień skomplikowania zależy od konkretnego modelu – posiadają wewnątrz układ optyczny formujący i kierujący wiązkę światła. Je z kolei możemy podzielić na modele ze stałym oraz zmiennym układem soczewek.
Te drugie, najbardziej zaawansowane konstrukcje, zamiast wbudowanego na stałe układu optycznego, posiadają dedykowany bagnet fotograficzny (najczęściej spotykany to Canon EF). Pozwala to na zamontowanie klasycznego obiektywu aparatowego jako końcowego toru kształtowania światła.
To genialne rozwiązanie daje fotografowi studyjnemu trzy ogromne przewagi:
- Pełna kontrola nad kątem i budżetem (magia szkieł M42): Możemy błyskawicznie zmienić charakterystykę snopu światła, zapinając obiektyw szerokokątny (np. 35mm), portretowy (85mm), aż po ciasne, teleobiektywowe ogniskowe rzędu 200mm i więcej. Co najważniejsze, nie musimy wydawać fortuny na nowoczesne obiektywy! Świetnym i niezwykle popularnym rozwiązaniem jest wykorzystanie starych, genialnych szkieł manualnych na kultowy gwint M42 (jak Helios czy Jupiter) – wystarczy prosty i tani adapter, by zamienić je w bezkompromisowy układ optyczny dla naszej strumienicy.
- Bezkompromisowa jakość: Prawdziwy obiektyw fotograficzny oferuje optykę bez porównania wyższej jakości niż plastikowe czy uproszczone soczewki wbudowane w najtańsze strumienice. Przekłada się to na perfekcyjną ostrość krawędzi wzorów z masek GOBO i brak wad optycznych.
- Płynna regulacja plamy: Jeśli wykorzystamy starszy lub manualny obiektyw wyposażony w fizyczny, mechaniczny pierścień przysłony, zyskujemy możliwość genialnego, płynnego docinania i ograniczania wielkości snopu światła (przysłona obiektywu działa tu jak centralna migawka irysowa) bez konieczności dokupowania osobnych akcesoriów.
STRATY ŚWIATŁA – gdzie ucieka energia?
Modyfikacja światła nigdy nie odbywa się za darmo – zawsze płacimy jakąś cenę, a w przypadku strumienic cena ta jest wyjątkowo wysoka. Zarówno tradycyjne, jak i optyczne konstrukcje dosłownie pożerają światło generowane przez źródło. Z czego to wynika? Oto trzej główni winowajcy:
- Efekt „wąskiego gardła” (drastyczne ograniczenie kąta): Strumienica działa jak bezwzględny lejek. Odcina nawet 90–95% promieni światła, które normalnie uciekałyby swobodnie na boki, i pozwala przejść tylko maleńkiemu ułamkowi lecącemu idealnie na wprost.
- Mechaniczna blokada strumienia (w wersjach optycznych): Aby strumienica projekcyjna spełniła swoje zadanie, światło musi najpierw pokonać fizyczną przeszkodę w postaci maski GOBO. Metalowa blaszka z wyciętym wzorem zasłania od 50% do nawet 90% i tak już mocno ograniczonego otworu, bezlitośnie kastrując energię błysku.
- Straty na soczewkach (odbicie i transmisja): Zanim światło opuści modyfikator, musi przebrnąć przez układ optyczny. Każda warstwa szkła odbija część światła z powrotem, zamiast przepuszczać je na zewnątrz. Tanie soczewki bez zaawansowanych powłok antyrefleksyjnych potrafią zabrać dodatkowe kilkanaście procent wyjściowej mocy.
Warto pamiętać o prostej zasadzie optyki: kąt padania równa się kątowi odbicia. Pochylone, zwężające się ścianki tubusu tradycyjnej strumienicy kierują boczne promienie z powrotem w stronę palnika i metalowego mocowania lampy. Fotony odbijają się bezcelowo w tej ciasnej przestrzeni, raz po raz uderzając o konstrukcję modyfikatora. Przy każdym takim odbiciu tracą swoją energię, która bezpowrotnie zamienia się w ciepło. W efekcie zamiast potężnego snopu światła na produkcie, otrzymujemy mocno rozgrzany metal i zaledwie ułamek wyjściowej mocy.
Część I: Wielkie starcie w świecie błysku (Lampa MSN III 800)
Aby nie być gołosłownym, przeprowadziłem rygorystyczny eksperyment w moim studiu. Na kostce fotograficznej umieściłem światłomierz Sekonic, na który skierowałem światło z lampy błyskowej Jinbei MSN III 800 ustawionej na pełną moc (800 Ws). Odległość między kopułką światłomierza a palnikiem lampy wynosiła dokładnie 1 metr w linii prostej.
Pomiary natężenia światła zostały wykonane przy standardowych ustawieniach studyjnych: ISO 100 oraz czas naświetlania 1/125 s. Małe cyfry z ekranu światłomierza zapisałem w indeksie górnym jako dziesiętne części stopnia przysłony EV.
Oto surowe wskazania, jakie zarejestrował mój światłomierz dla poszczególnych konfiguracji:
- 1. Lampa bez modyfikatora (goły palnik): f/28.¹
- 2. Lampa ze standardową czaszą (reflektorem): f/57.²
- 3. Lampa ze standardową strumienicą – czarne wnętrze: f/25.¹
- 4. Lampa ze standardową strumienicą – srebrne wnętrze: f/32.²
- 5. Lampa ze strumienicą optyczną Falcon FTA-OST3: f/11.⁰
- 6. Lampa ze strumienicą optyczną Jinbei EF-ZF3 (w pozycji najkrótszej): f/25.⁰
Analiza wyników: Optyka optyce nierówna
Gdy porzucimy na chwilę suche liczby i porównamy goły palnik do każdej ze strumienic, na jaw wychodzą fascynujące zależności. Warto pamiętać o jednej rzeczy: światłomierz mierzy natężenie światła w jednym punkcie (w osi optycznej). Dlatego prosta, krótka strumienica z czarnym wnętrzem (f/25.¹) notuje minimalną stratę do gołego palnika (f/28.¹) – ona po prostu wycięła światło uciekające na boki pokoju, ale nie osłabiła strumienia lecącego idealnie na wprost.
Prawdziwym wstrząsem tego zestawienia jest jednak bezpośrednie starcie dwóch zaawansowanych modyfikatorów optycznych: Falcon FTA-OST3 oraz Jinbei EF-ZF3. Choć oba urządzenia posiadają wewnątrz układy soczewek, Falcon FTA-OST3 zaliczył na lampie błyskowej absolutną katastrofę energetyczną, uzyskując zaledwie f/11.⁰. Jeśli zastosujemy porównanie dwutorowe i zderzymy ten wynik ze standardami studyjnymi, uderza nas brutalna prawda:
- W stosunku do gołego palnika (baza fizyczna): Spadek z f/28.¹ do f/11.⁰ to gigantyczna strata energii w samym centrum osi optycznej.
- W stosunku do standardowej czaszy (baza praktyczna): Tracimy około 5 pełnych stopni przysłony (EV). Na tym jednym modyfikatorze „ucieka” nam niemal 97% energii błysku!
W tym samym czasie strumienica optyczna Jinbei EF-ZF3 obroniła się genialnie, tracąc do gołego palnika zaledwie niespełna 1 stopień EV (f/25.⁰ vs f/28.¹). Jak to możliwe, że dwie strumienice optyczne pokazały tak gigantyczną przepaść w transmisji światła w osi?
Moja hipoteza badawcza
Wydaje mi się, że jest to spowodowane konstrukcją strumienicy Falcon, która posiada sporą komorę rozchodzenia się światła przed pierwszą optyką. Ta zaś nie jest zamontowana płasko w jej ściance, a wystaje sporo ku palnikowi. Dodatkowo jest wyizolowana czarną ramką, która tworzy z wnętrzem snoota ślepy zaułek, w którym giną fotony bezpowrotnie.
Z kolei w Jinbei EF-ZF3 soczewka umiejscowiona jest znacznie bliżej palnika i ma większą średnicę. Co ciekawe, elementy chłodzenia tworzą tam dodatkowy ekran odbijający światło. Fotony, które nie trafiły bezpośrednio w optykę, są kierowane z powrotem w stronę zwierciadła znajdującego się za palnikiem lampy. To powoduje, że część uciekającego światła może zostać ponownie zawrócona i ostatecznie trafić w odpowiednie miejsce toru optycznego strumienicy.
Czy to oznacza, że Falcon to po prostu wadliwy bubel? Niekoniecznie. Moja intuicja podpowiada mi, że ta bezwzględna filtracja bocznych promieni ma swój ukryty cel projektowy. Choć płacimy za to potężną stratą energii, w zamian możemy otrzymać ultra-wąski, maksymalnie skupiony i perfekcyjnie czysty snop światła. Narzędzie, które pozwoli precyzyjnie, niczym skalpelem, wyciąć z mroku minimalny motyw na produkcie bez obawy o jakiekolwiek pasożytnicze rozproszenie wokół. Ostatecznie zweryfikuję tę hipotezę w kolejnych testach, fotografując geometrię i krawędzie samej plamy światła na płótnie.
Pułapki konstrukcyjne, czyli zanim rzucisz się na zakupy
W powyższym zestawieniu błyskowym celowo ująłem tylko dwa z czterech posiadanych przeze mnie modyfikatorów optycznych. Tutaj pojawia się niezwykle ważna uwaga praktyczna, która może uchronić Was przed chybionym zakupem.
Strumienice projekcyjne Jinbei SO25F oraz SO35F (w gruncie rzeczy to bardzo pokrewne konstrukcje optyczne) mają specyficzną budowę mechaniczną – tuż za uszami bagnetu Bowens ich aluminiowa konstrukcja gwałtownie się zwęża, tworząc solidny, metalowy próg redukcyjny. Przez to rozwiązanie nie byłem w stanie wsunąć tych modyfikatorów na odpowiednią głębokość na moją flagową lampę błyskową Jinbei MSN III 800. Choć sam rozstaw mocowania pasował idealnie, szeroka szklana osłona chroniąca palnik lampy MSN fizycznie zaparła się o to wewnętrzne przewężenie tubusu, uniemożliwiając zatrzaśnięcie bagnetu.
Lekcja dla Ciebie: Jeśli planujecie zakup modeli SO25F lub SO35F, koniecznie upewnijcie się najpierw, czy Wasza lampa błyskowa nie ma zbyt szerokiej, pękatej szklanej kopułki.
Warto też wspomnieć o studyjnych lampach błyskowych starszej generacji (np. Jinbei serii DP III), które posiadają tradycyjne, halogenowe żarówki światła modelującego o mocy 150W czy 250W. W moim przypadku lampa Jinbei DPIII i strumienica SO25F współpracują bez problemu, jednak odległość między gorącym halogenem a wewnętrzną soczewką modyfikatora jest niepokojąco mała.
Gdyby wewnętrzna soczewka strumienicy okazała się wykonana z taniego tworzywa sztucznego (np. akrylu czy poliwęglanu), a nie z prawdziwego szkła optycznego, potężna temperatura halogenu w tak ciasnej przestrzeni mogłaby doprowadzić do katastrofy. Soczewka z plastiku mogłaby się stopić, zdeformować lub bezpowrotnie zmętnieć pod wpływem upału. Na szczęście konstrukcja modelu Jinbei SO25F posiada szeroki, perforowany pierścień wentylacyjny na obudowie, który działa jak pasywny radiator i pozwala rozgrzanemu powietrzu swobodnie uchodzić na zewnątrz. Niemniej jednak, pracując z klasycznymi pilotami halogenowymi, zawsze warto zachować czujność.
Część II: Wielkie wyrównanie w świecie LED (Lampa Jinbei EFD-150)
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Aby sprawiedliwie porównać wszystkie cztery urządzenia pod kątem przepuszczalności energii, zmieniłem źródło światła na studyjną lampę światła ciągłego Jinbei EFD-150. Posiada ona płaski chip LED COB, na który bez problemu i bezpiecznie zapiąłem każdy z czterech modyfikatorów.
Warunki pomiaru (odległość 1 metra w linii prostej, ISO 100, 1/125 s) pozostały bez zmian. Oto surowe wskazania światłomierza:
- 1. Sama lampa (goły chip LED): f/3.6⁰
- 2. Lampa ze standardową czaszą (reflektorem): f/5.0⁰
- 3. Lampa ze strumienicą tradycyjną (srebrne wnętrze): f/3.6²
- 4. Lampa ze strumienicą tradycyjną (czarne wnętrze): f/3.6⁰
- 5. Strumienica kompaktowa Jinbei SO25F: f/3.6²
- 6. Strumienica kompaktowa Jinbei SO35F: f/3.6¹
- 7. Tradycyjna strumienica (tubus) FTA-OST3
: f/2.2¹ - 8. Strumienica optyczna Jinbei EF-ZF3 (tubus skręcony na minimum): f/9.2⁰
Paradoks strumienicy optycznej – jak Jinbei EF-ZF3 oszukuje fizykę?
Wyniki te mogą wywołać lekki zawrót głowy u kogoś, kto uważa, że strumienica potrafi wyłącznie pożerać energię. Przyjrzyjmy się im po kolei:
Modele kompaktowe SO25F
i SO35F (okolice f/3.6): Te małe strumienice projekcyjne osiągnęły wynik identyczny (lub minimalnie lepszy) jak goła lampa bez żadnego modyfikatora! Oznacza to, że ich wewnętrzny układ soczewek idealnie skompensował straty na obudowie. Zamiast marnować światło na boki, skupiły całą dostępną energię chipu LED w jeden punkt.
Sensacja testu: Jinbei EF-ZF3 (f/9.2⁰) i wielki przewrót fizyki!
Ten wynik to absolutny nokaut. Przejście z wartości f/3.6⁰ (goły LED) na f/9.2⁰ to skok o ponad 2,5 stopnia EV. W fotograficznej praktyce oznacza to, że po założeniu tej potężnej strumienicy uzyskaliśmy ponad sześciokrotnie więcej światła w centrum plamy niż z gołej lampy i niemal cztery razy więcej niż ze standardowej czaszy!
Prawdziwa fizyka daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy zaczynamy regulować wielkość plamy światła na tym modyfikatorze. Pamiętając, że przy lampie błyskowej maksymalne rozciągnięcie tubusu kosztowało mnie stratę energii (spadek z f/25.⁰ na f/22.¹), spodziewałem się identycznego zachowania na LED-zie. Postanowiłem sprawdzić ten drugi skrajny punkt, wysunąłem przedni tubus strumienicy EF-ZF3 na maksimum i… przetarłem oczy ze zdumienia.
Światłomierz zamiast spadku zarejestrował wzrost natężenia światła do wartości f/10!
Dla fotografa produktowego to absolutny szok i paradoks. Jak to możliwe, że ten sam modyfikator przy rozciąganiu na błysku traci niemal połowę energii, a na płaskim chipie LED generuje zysk o około 1/3 EV? Aby rozwikłać tę zagadkę, musiałem wcielić się w rolę optycznego detektywa.
Anatomia Jinbei EF-ZF3 – co kryje się w środku?
Aby dokładnie zrozumieć, skąd bierze się ta zdumiewająca zależność, postanowiłem całkowicie rozebrać strumienicę Jinbei EF-ZF3 i wyciągnąć jej wewnętrzny moduł optyczny. Ta unikalna konstrukcja „rury w rurze” kryje w sobie klucz do rozwiązania zagadki.
Przyglądając się przedniej, potężnej soczewce pod kątem, wyraźnie widać zielonkawo-niebieskie odbicie – to dowód na obecność powłok antyrefleksyjnych (AR), które dbają o maksymalną transmisję światła przez szkło. Klucz do zrozumienia zachowania strumienicy tkwi jednak w ruchu przedniego tubusu względem stałego tyłu.
Gdy demontujemy przednią rurę, naszym oczom ukazuje się głęboka, czarna i całkowicie matowa jaskinia przedniego tubusu oraz małe okienko soczewki wewnętrznej na samym dnie. Gdy skracamy modyfikator do minimum, przedni obiektyw znajduje się najbliżej tylnego bloku soczewek, sprawnie przejmując i wypuszczając całe skupione światło. Kiedy jednak rozciągamy tubus na maksimum w celu zmiany ostrości lub wielkości plamy, przednia soczewka odsuwa się daleko do przodu. W tym momencie światło opuszczające tył lampy musi przebyć długą drogę wewnątrz wysuniętej, czarnej i całkowicie matowej rury.
I to jest moment, w którym docieramy do sedna różnicy między dwoma światami oświetlenia.
Optyczny Detektyw – Dlaczego LED i Błysk zachowały się odwrotnie?
Dlaczego na błysku rozciągnięty tubus odcina energię, a na LED-zie ją potęguje? Kluczem jest fizyczna konstrukcja samego źródła światła i geometria emisji fotonów wewnątrz matowej jaskini modyfikatora.
- 1. Świat Błysku (Palnik sferyczny 3D): Klasyczny palnik lampy błyskowej to pękata, trójwymiarowa szklana bańka wystająca przed obudowę. Ona świeci sferycznie – czyli we wszystkich kierunkach. Kiedy zakładamy strumienicę optyczną na taki palnik, jej tylna soczewka przechwytuje tylko część fotonów lecących na wprost. Gdy rozciągamy tubus na maksimum, promienie, które po opuszczeniu tylnego bloku rozchodzą się choćby minimalnie na boki, uderzają w matowe ścianki wewnętrzne wysuniętej rury. Czarna farba bezlitośnie je pochłania i zamienia w ciepło. To właśnie ta mechaniczna pułapka odcina lwią część energii (ok. 1 EV) przy pracy na długim tubusie z palnikiem sferycznym.
- 2. Świat LED (Płaska matryca COB 2D): Nowoczesna lampa LED posiada płaski, dwuwymiarowy chip COB. Taka matryca z natury fizyki nie potrafi świecić na boki ani do tyłu – emituje całe swoje światło wyłącznie do przodu, wewnątrz stożka o kącie około 120 stopni. Kiedy zakładamy strumienicę optyczną na taką lampę, jej tylna soczewka zbierająca przechwytuje niemal 100% fotonów. Kiedy zaczynamy rozciągać tubus na maksimum, światło z LED-a nie ma jak uciec na boki, więc czarne, matowe ścianki wewnętrzne rury po prostu nie mają czego pochłaniać! W tym samym czasie geometryczne odsunięcie przedniej soczewki od tylnego bloku optycznego drastycznie zwęża i koncentruje całą wiązkę.
W efekcie strumienica optyczna na LED-zie nie stworzyła nowej energii, ale zadziałała jak idealna lupa. Te same fotony, które przy krótkim tubusie świeciły nieco szerzej, przy długim wysuwie zostały ściśnięte w jeszcze mniejszy, chirurgicznie jasny punkt. Światłomierz umieszczony w osi optycznej zarejestrował to jako realny wzrost natężenia z f/9.2⁰ do f/10!
Wniosek dla współczesnego fotografa produktowego jest elektryzujący: nowoczesne strumienice optyczne wręcz uwielbiają współpracę z płaskimi matrycami LED COB. W świecie światła ciągłego nie dość, że modyfikator drastycznie wzmacnia lampę, to jeszcze maksymalne skupienie plamy (wydłużenie tubusu) daje nam dodatkowy, darmowy zastrzyk energii świetlnej w centrum kadru!
Część III: Prawda ekranu – Geometria i estetyka plamy światła
Teoria oparta na suchych wskazaniach światłomierza dała nam fascynujące wnioski energetyczne, ale fotografowie malują przede wszystkim obrazem. Aby sprawdzić, jak analizowane konstrukcje realnie dystrybuują światło, przeszedłem do testów wizualnych na płaskiej powierzchni. Aby zachować absolutną rzetelność i pełną spójność badawczą, wszystkie zdjęcia wykonałem na odległości: dokładnie 1 metr od źródła światła (palnika/chipu LED) do oświetlanej płaszczyzny.
Podawane przeze mnie wymiary plam (snopa) są wartościami szacunkowymi, ponieważ przy miękkich krawędziach nie da się ich zmierzyć co do milimetra. Zderzenie naszej intuicji z rzeczywistym obrazem przyniosło jednak kilka potężnych niespodzianek.
1. Jinbei EF-ZF3 (pozycja krótka: ~33 cm vs pozycja długa: ~21,5 cm)


Zestawienie tych dwóch kadrów to bezpośredni, wizualny dowód na nasz wcześniejszy, sensacyjny paradoks ze światłomierza (wzrost jasności z f/9.2⁰ do f/10⁰ na lampie LED). Przy tubusie skręconym na minimum modyfikator rzuca bardzo zwarty, jasny okrąg o średnicy około 33 cm. Gdy rozciągniemy tubus na maksimum, rozmiar plamy drastycznie się kurczy – do zaledwie 21,5 cm. Co jednak najważniejsze: środek mniejszego okręgu staje się niesamowicie gęsty, wręcz śnieżnobiały i skondensowany. Układ optyczny po prostu ściślej upakował te same fotony na mniejszej powierzchni. W obu pozycjach krąg zachowuje wzorową geometrię, a jego brzegi charakteryzują się bardzo regularną, estetyczną gradacją.
2. Falcon Eyes FTA-OST3 (pozycja krótka: ~53 cm vs pozycja długa: ~58 cm)
Wizualny test „gołego” toru optycznego w modelu Falcon FTA-OST3 przyniósł zupełnie inne rezultaty, niż moglibyśmy oczekiwać po jego długiej, fizycznej konstrukcji. Modyfikator bez założonych akcesoriów rzuca na ścianę stosunkowo dużą (53–58 cm), miękką plamę o łagodnie rozmytych krawędziach. Przejście między światłem a cieniem jest tutaj bardzo płynne i tonalne, tworząc subtelną, klimatyczną poświatę.
Wizualnie potwierdza to naszą teorię o głębokiej jaskini – duża część bocznych promieni z palnika ulega rozproszeniu wewnątrz tubusu, zanim opuści obudowę, co w pomiarach osiowych dało nam wynik f/11.⁰. Czy to jednak oznacza, że modyfikator jest bezużyteczny? Absolutnie nie. Ta próba pokazuje po prostu, że Falcon nie został stworzony do rzucania wielkich, ostrych okręgów na dużych formatach „z marszu”. Prawdziwym testem dla tego urządzenia – i moją kolejną hipotezą do sprawdzenia w przyszłości – byłoby wykorzystanie go w ciasnej fotografii produktowej wraz z dołączonymi maskami GOBO. Całkiem prawdopodobne, że to właśnie na małym formacie i przy precyzyjnych, detalicznych realizacjach te specyficznie przefiltrowane fotony pokażą swoją plastyczną potęgę. Spadek ilości światła jest tu oczywiście pewny i nieunikniony, ale jakość rysunku z maską GOBO wciąż pozostaje intrygującą zagadką do rozwikłania.
3. FreePower SO25F i SO35F (pozycja szeroka: ~54 cm vs pozycja wąska: ~46 cm)
Kadr z kompaktowymi strumienicami projekcyjnymi wnosi do naszego porównania najwięcej wiedzy praktycznej. Przede wszystkim pomiary wizualne z 1 metra ostatecznie udowodniły, że te dwa urządzenia zachowują się pod względem optycznym niemal identycznie – oba uzyskały dokładnie te same wymiary plam: około 54 cm na szerokim i 46 cm na wąskim ustawieniu.
W pozycji najszerszej (54 cm) plama jest gabarytowo niemal identyczna jak w Falconie, jednak jakość i dystrybucja tego światła to zupełnie inna liga. Jinbei serii SO utrzymuje mocny, wyraźnie zdefiniowany środek i znacznie czytelniejszy kształt koła. „Goły” tor optyczny kompaktowych strumienic projekcyjnych bez włożonej maski GOBO daje jednak z bliska miękkie i delikatnie poszarpane krawędzie z widoczną niebieskawą obwódką (aberracją chromatyczną). Co ciekawe, sytuacja drastycznie zmienia się wraz z odległością. Z większego dystansu (około 4 metrów) te modyfikatory pozwalają uzyskać satysfakcjonująco ostre kontury bez użycia jakichkolwiek masek!
Głos praktyka: Czy niebieska obwódka to naprawdę taki dramat?
W tym miejscu wielu sprzętowych teoretyków na forach internetowych mogłoby skreślić serię SO, załamując ręce nad niebieskawą obwódką na brzegach „gołej” plamy. Czy to jednak powód, by rezygnować z tych modyfikatorów przy poszukiwaniu wielkich okręgów na tło?
Moim zdaniem – absolutnie nie. Spójrzmy na to z perspektywy współczesnej postprodukcji. Ta delikatna, kolorowa obwódka na krawędzi to wada, którą w Adobe Lightroom czy Photoshopie usuwa się jednym kliknięciem pipety w sekcji korekcji obiektywu. Wystarczy sekunda z suwakiem Fringe, by problem przestał istnieć.
Co więcej, rezygnacja z maski GOBO (która po włożeniu drastycznie zmniejsza okrąg i pożera mnóstwo światła) pozwala wyczarować upragnioną, wielką plamę na znacznie krótszym i bardziej realnym dystansie w studio. Godzimy się na drobną wadę optyczną na krawędzi, ale w zamian ratujemy gigantyczną ilość energii z lampy i załatwiamy temat błyskawicznie w komputerze.
Podsumowanie: Cechy dodatnie i mniej dodatnie przetestowanych modeli
Zamiast kategoryzować modyfikatory na „lepsze i gorsze”, podsumujmy ich unikalne cechy charakterystyczne. Każde z tych urządzeń znajdzie swojego odbiorcę, zależnie od budżetu, wielkości studia i konkretnych potrzeb fotograficznych.
Falcon Eyes FTA-OST3 (Strumienica specyficznego przeznaczenia)
Cechy dodatnie: Ogromnym plusem użytkowym jest jej uniwersalność montażowa. Dzięki wymiennym pierścieniom można ją bez problemu zaadaptować pod różne systemy studyjne (Bowens, Profoto, Elinchrom). Doskonale sprawdzi się tam, gdzie nie szukamy twardych krawędzi, a zależy nam na miękkim, bardzo klimatycznym snopie światła.
Cechy mniej dodatnie: Brak możliwości uzyskania twardego przejścia bez masek oraz bezwzględny lider strat światła przy pracy z klasycznym palnikiem błyskowym.

FreePower serii SO (SO25F / SO35F – Kompaktowi bliźniacy)
Cechy dodatnie: Konstrukcyjnie i optycznie to niemal to samo udane urządzenie, różniące się głównie wyposażeniem i akcesoriami w zestawie. Świetnie współpracują z płaskimi chipami LED COB. Z większej odległości pozwalają uzyskać ostre kontury bez użycia masek, stanowiąc doskonały, sprytny i mobilny kompromis do mniejszych przestrzeni studyjnych. Ewentualne wady optyczne na krawędziach są banalnie proste do usunięcia w grafice.
Cechy mniej dodatnie: Oglądana z bliska „goła” plama nie zachwyca estetyką – krawędzie są delikatnie poszarpane i obarczone aberracją chromatyczną.
Jinbei EF-ZF3 (Bezkompromisowy arystokrata)
Cechy dodatnie: Bezapelacyjnie najlepsza optyka w całym zestawieniu. Jako jedyny modyfikator w teście potrafi realnie podnieść natężenie światła lamp LED (magiczny zysk do f/10 na pełnym wysuwie). Pozwala wyostrzyć krawędzie „na żywca” bez żadnych masek. Posiada unikalną cechę, której próżno szukać u tańszych konkurentów – wbudowane, mechaniczne łopatki profilowe do precyzyjnego docinania światła w geometryczne kształty (kwadraty, trójkąty).
Cechy mniej dodatnie: Bardzo wąski, zdefiniowany przez producenta 20-stopniowy snop światła. Dla kogoś, kto szuka wielkiego okręgu na całą sylwetkę, ten wąski kąt staje się wyzwaniem – w moim realnym teście uzyskanie plamy powyżej 2 metrów wymagało odsunięcia lampy od tła na odległość ponad 6 metrów! Jeśli włożymy maskę GOBO, wiązka zawęzi się jeszcze bardziej, co wymusi dodatkowe metry odsuwania sprzętu w głąb studia.
Systemy ze zmienną optyką (Wielki nieobecny)
Czysta logika optyki podpowiada, że strumienice wyposażone w fotograficzny bagnet (np. Canon EF / M42) są najbardziej uniwersalne. Zastosowanie tam obiektywu szerokokątnego (np. 28mm czy 35mm) powinno teoretycznie rozwiązać problem braku przestrzeni w małym studiu. Ponieważ jednak taki model nie brał udziału w naszym teście, pozostawiamy ten temat jako otwarte pytanie i obietnicę na przyszłość, do której być może kiedyś wrócimy z osobnym artykułem.
P.S.
Świadomie w tym tekście pominąłem nasadki z soczewką Fresnela, które również bywają zaliczane do szerokiej rodziny strumienic [1.1, 1.2]. To jednak zupełnie inna bajka oświetleniowa [1.1]. Charakterystyczne szkło z koncentrycznymi kręgami ma za zadanie drastycznie wzmocnić i ukierunkować światło (jak w klasycznych reflektorach filmowych), ale krawędzie tej plamy są zawsze bardzo miękkie i rozlane [1.1].


















